*Oczami Leny*
A byli to policjanci. Stałam tam z szeroko otwartymi oczami.
Nagle koło mnie pojawił się Filip, jak ich zobaczył nie wiedział co ma
powiedzieć, zresztą ja też. Musiałam się otrząść i coś powiedzieć, bo nie
wytrzymałabym dłużej tej ciszy i nerwów przy tym.
-Dzień dobry, w czymś pomóc?- zapytałam nieśmiało, ręce
niesamowicie mi się trzęsły. To teraz wiem jak czuł się Chris gdy mówił że
policja po niego przyszła. Ale na szczęście to nie o niego wtedy chodziło tylko
o jego brata. Wtedy strasznie się ucieszyłam że to nie o niego chodziło, ale
też szkoda było mi jego brata- Dylana.
Polubiliśmy się. Można by było powiedzieć że staliśmy się najlepszymi
przyjaciółmi. Ja traktowałam go jak starszego brata, którego niestety nie mam
(chyba), a on mnie jak młodszą siostrę. Ma on 20 lat, czasami coś tam zrobi
niestosownego ale i tak go kocham (oczywiście jak przyjaciela, czy brata).
Powróciłam do rzeczywistego świata i do tej sytuacji.
-Czy ty jesteś Lena Johnson ?-
zapytał jeden z psów.
-Tak, w czymś problem-
odpowiedziałam. Patrzyli się to na mnie, to na Filipa. Zaczęło mnie to irytować
ale nie chciałam nic mówić, bo zakończyło by się to jak kiedyś.
//wspomnienie//
Wracałam właśnie z
imprezy. Nie powiem byłam nieźle pijana, jeszcze wciągnęłam trochę kokainy i
zapaliłam parę skrętów. Ale to tak jak na każdej innej imprezie na której była.
Trochę się chwiałam na boki, ale udało mi się ustać na nogach i nie spaść na
ziemie. Przeszłam jakieś pół drogi do domu i musiałam choć na chwile sobie
usiąść. Dzięki temu że właśnie wchodziłam do parku, to usiadłam sobie na jednej
z ławek . Jeszcze miałam do przebycia park i skręcić w lewo i byłabym już w
domu, ale powoli nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Nie kontaktowałam z resztą
świata, byłam w swoim własnym. Zamknęłam oczy. Po chwili je otworzyłam
powrotem, tylko nie byłam już sama. Przede mną stali 2 policjanci. Mimo że
przed chwilą byłam strasznie pijana, czuje jakby trochę alkoholu ze mnie
odpłynęło. Przeklęłam się w myślach.
-Przepraszam, czy taka młoda dziewczyna jak ty, powinna się kręcić o
tej porze sama po parku?- zapytał jeden z ironią słyszaną w głosie
-A czy taki policjant jak ty, nie powinien zajmować się czymś innym,
tylko niańczyć dziewczyny? Nie potrzebuje żadnej opiekunki, umiem sobie
poradzić sama, nie jestem już małym dzieckiem, jestem już dorosła, więc
dziękuje za troskę, ale możecie sobie już pójść i kogoś innego pońańczyć.-
odpowiedziałam, ale zaczął mi się plątać język. Oni tylko na siebie spojrzeli i
drugi się odezwał.
-Skoro jesteś dorosła, to pokażesz nam swój dowód?- Kurwa wpadłam
-Niestety zapomniałam wziąć z domu. Przykro mi.- odpowiedziałam z
ironią
-Jak nie masz dowodu to pojedziesz z nami na komisariat i zadzwonisz do
mamy żeby ci przywiozła dowód i wtedy już nigdy się ciebie nie „uczepimy” -powiedział
robiąc cudzysłów w powietrzu. Zaczęłam się coraz bardziej wkurzać. Nie mogłam
dalej trzymać języka za zębami i usiałam im w końcu wygarną co mam na myśli o
nich i o ich zachowaniu.
-Nigdzie z wami nie pojadę chuje popierdolone. Jestem już do jasnej
cholery dorosła i ile mam wam jeszcze powtarzać że nie potrzebuje żadnej
niańki? Hmm? Bo to do was w żaden sposób nie dociera więc jak mam wam kurwa
wytłumaczyć. Będę robiła co chce i kiedy chce, a wam chuj do tego tępe
dzidy.-wykrzyczałam to a oni podeszli do
mnie i złapali za ręce tak ze nie mogłam nimi poruszać. Zaczęli mnie prowadzić
do samochodu policyjnego. A ja, jak to ja musiałam jeszcze trochę nawrzeszczeć-
puszczajcie mnie pedofile jebane. Kurwa mówię coś do was, ni dociera to do was.
Chuje popierdolone.- zaczęłam wierzgać rękami i nogami dopóki się nie
zatrzymali. Popatrzyli na mnie i ten pierwszy się odezwał.
-Posłuchaj mnie smarkulo, nie będziesz nam rozkazywać co mamy robić, bo
dobrze wiemy co robimy, a ty najwyraźniej nie. Więc się w końcu zamknij, bo
będziesz miała jeszcze gorsze kłopoty. Widać gołym okiem że jesteś mocno
nachlana, a patrząc na twój wygląd, widać że jesteś jeszcze niepełnoletnia.
Więc teraz pojedziesz z nami do komisariatu i poczekasz sobie na mamę. Jak nie
przyjedzie to mamy prawo zatrzymać cię 48godzin. Więc teraz lepiej nie sprawiaj
problemów i pojedziesz z nami.-powiedział ten hebanu dupek. Już się nic nie
odezwałam, nie zamierzałam zadzwonić do mamy. Chyba w moich snach, wolałam te
dwa dni przesiedzieć w areszcie niż do niej zadzwonić i dostać szlaban do
trzydziestki, zero przyjemności lub by od razu mnie zabiła. Założyli mi
kajdanki i wprowadzili do samochodu policyjnego. Po paru minutach byliśmy już
przed komisariatem. Wyszłam, w sumie zostałam szarpnięta z siedzenia i
brutalnie popchnięta do drzwi wejściowych. Weszłam do budynku i zaprowadzili
mnie do celi. Chciałabym być z kimś, ale nie z dziewczyną. Nie lubie jakoś
przebywać z dziewczynami. W sumie żebym w ogóle z kimś tam siedziała , bo
inaczej nie wytrzymam tych dwóch dni sama. Gdy zostałam wepchnięta do celi,
zdjęli mi kajdanki, a ja rozejrzałam się po pomieszczeniu. Nie było nawet tak
źle. Ciemno niebieskie ściany, 2 łóżka, komoda, szafa, szafki nocne przy
łóżkach, toaleta, umywalka a nad nią lusterko. Było nawet spoko, jak na
więzienie. W czasie jak rozglądałam się po „pokoju” policjanci wyszli i
zamknęli „drzwi”. W tym czasie zobaczyłam że na łóżku ktoś siedzi i mi się
przygląda. Był to chłopak, na szczęście. Na początku milczeliśmy, al. Potem
zaczęliśmy rozmawiać. Fajny jest. Dowiedziałam się że ma na imię Mike, ma 20
lat i siedział pół roku za pobicie jakiegoś idiotę. Miał zza dwa dni wyjść tak
jak ja. Nawet dobrze. Polubiliśmy się i miło spędziliśmy czas, o dziwo bo to
przecież więzienie. Po wyjściu, spotykaliśmy się razem z przyjaciółmi. Staliśmy
się dobrymi przyjaciółmi. Oczywiście jak wróciłam do domu to mama o mało co się
nie posrała jak mnie zobaczyła i od razu zaczęła mnie wypytywać gdzie byłam
itp. Powiedziałam że była u koleżanki i pojechaliśmy nad jezioro. A zadzwonić
nie mogłam bo telefon spadł mi do wody. Ona w to uwierzyła. Nie wiem jakim
trzeba być idiotą żeby w to uwierzyć ale najprawdopodobniej można.
//koniec wspomnienia//
Od wspomnień obudził mnie głos jednego z policjantów.-
Przepraszam… a ty jesteś Filip Hull?
- Tak w czymś problem?- zapytał Filip
- Powiadomiono nas, że dwóch uczniów, Lena Johnson i Filip
Hull uciekli ze szkoły i nie wrócili na lekcje.- odezwał się drugi z policjantów.
Zdałam sobie dopiero teraz jaka ta szkoła musi być porąbana, że od razu jak
ktoś ucieknie, to wzywają policję. W Gdańsku tak nie było nigdy. Parę razy
poszłam na wagary i ani razu nie zostałam przyłapana, a tutaj, ledwo co urwanie
się z czterech godzin ze szkoły i od razu wielkie halo. Dobra nie ważne, jestem
tylko ciekawa co nam przez to zrobią.- będziecie musieli wytłumaczyć się
dyrektorowi i teraz pojechać z nami na komisariat. Z stamtąd odbiorą was
rodzice- nie no znowu na komisariat. Tylko tego brakowało. Musze kogo s
załatwić żeby przyjechał po mnie bo do matki nie zadzwonię, zawału dostanie.
Może zadzwonię do Meg. Kiedyś mi wspominała że ma starszego brata i może on
mógłby po mnie przyjechać. Zamknęłam dom na klucz i poszłam razem z Filipem do
samochodu policyjnego. Nic się nie odzywaliśmy. Szczerze byłam już do tego
przyzwyczajona, że jadę do komisariatu, ostatnio często mnie tam zabierali. Dwa
razy bójka, parę razy zostałam zatrzymana po imprezie, czasami też że ćpałam i
raz że jechałam za szybko w terenie zabudowanym. Nie wiem jak Filip, ale ja się
w ogóle tym nie przejmowałam. Popatrzyłam na niego i choć założył maskę, że się
tym nie przejmuje widać było że jednak trochę się bał, może nie tego że jedzie
na policje, tylko co powie rodzicom. Gdy dojechaliśmy, policjanci wyprowadzili
nas z samochodu i weszliśmy do budynku. Tutaj jeszcze nie byłam. Ale tutaj o
wiele było brzydziej niż tam Gdańsku,
potem zaczęli mi proponować herbatę lub kawę, bo przez pól roku co tydzień/dwa
byłam ich gościem. A tutaj to brudno, szaro i ponuro. Tam to zawsze było
posprzątane, czysto, brzoskwiniowe, czerwone lub niebieskie ściany. Nawet była
tam miła atmosfera co dziwne. Zaprowadzili nas do telefonu i musieliśmy
zadzwonić do rodziców. Ja byłam pierwsza. Zadzwoniłam do Megan.
//rozmowa
telefoniczna//
-Cześć mamuś.. tu Lena- powiedziałam
- O co ci chodzi Lena, z tego co pamiętam nie jestem twoją
mamą… Gdzie jesteś?- odpowiedziała Meg
- Posłuchaj, jestem na komisariacie, bo policjanci mnie
zabrali, bo wyszłam ze szkoły i mam takie pytanie jest tata w domu, żeby mógł
po mnie przyjechać. Mówiłaś że masz męża z tego co kiedyś mi wspominałaś.
Pamiętasz?- nie mogłam przecież powiedzieć o bracie, bo od razu zabrali by mi
telefon i zadzwonić do mamy tej prawdziwej. Mam nadzieje że choć trochę
zrozumie o co mi chodzi.
- Lena kurde o co ci chodzi… a już wiem poczekaj, chodzi ci
o mojego brata tak?- nareszcie załapała
-Tak, no już myślałam że rozwiodłaś się z ojcem. Jaka ulga. To
mógłby po mnie przyjechać?
- Poczekaj zaraz się spytam…- słychać było jak poszła
gdzieś. Słyszałam tez jak się pyta Lucasa, musi być jej bratem, czy przyjedzie
po mnie- powiedział że przyjedzie, tylko na jakiej ulicy znajduje się
komisariat?- ucieszyłam się że przyjedzie po mnie i policjanci się nie
zorientują.
- Poczekaj, spytam się.- Zapytałam się jednego z policjanta,
który cały czas koło mnie stał.- na Kard.
Wyszyńskiego 122. To za ile przyjedzie?
-Powinien być za jakieś 10 minut.
Do zobaczenia potem- powiedziała
- Pa mamusiu, do później
//koniec rozmowy//
-Za 10 minut przyjedzie tata i mnie z stąd odbierze.-
powiedziałam, bo widziałam jak się z zaciekawieniem we mnie wpatrywali.
-Dobrze, teraz ty chłopaku.- odwrócił się do Filipa, który
cały czas się we mnie wpatrywał z zaciekawieniem i nieufnością. Zadzwonił do
taty, wiedziałam że nie kłamie, bo jak mówił czuć było zdenerwowanie w jego
głosie. Widać, że on się bał swoich rodziców, chwile słychać było krzyki, ale
zaraz potem już się uspokoili i przyjadą po niego za parę minut. Gdy skończył
rozmawiać, policjanci wzięli nas do jakiegoś pokoju i tam mieliśmy poczekać na
rodziców. Po 5 minutach jakiś chłopak przyjechał, pewnie to jest Lucas. Nawet
jest przystojny, na oko miał z jakieś 25 lat.
-Dzień dobry, ja przyjechałem po Lenę- rozejrzał się po
pokoju i mnie zauważył i się uśmiechnął. Miał słodki uśmiech. Ale jednak był
ode mnie o 8-9 lat starszy. Wstałam z krzesła i pożegnałam się z Filipem dając
mu buziaka w policzek i mocno przytulając. Wydawało mi się, że pod moim
dotykiem trochę się uspokoił i się minimalnie rozluźnił. Powiedziałam mu na
ucho, że wszystko będzie dobrze, po czym poszłam do Lucasa. Razem z nim wyszłam
z komisariatu. Zaprowadził mnie do auta, wsiedliśmy i odpalił je.
-Dziękuje- w końcu przerwałam tą ciszę
-Nie ma za co- popatrzył się na mnie na chwile po czym się
szczerze uśmiechnął i znów patrzył na drogę.- Polecam się na przyszłość.
-Zapamiętam to sobie, gdyby nie ty to musiałabym do mamy
zadzwonić i byłabym już martwa.- zaśmiałam się. Resztę drogi minęło w ciszy,
ale nie takiej niezręcznej tylko przyjemnej.
-To gdzie mieszkasz?- odezwał się w końcu Lucas
-Zaraz skręcisz w lewo i 2 dom po prawej.- nie pamiętam ulicy jeszcze, więc tak
powiedziałam. Podjechał pod sam dom.
-Jeszcze raz dziękuje, nie wiem co bym bez ciebie zrobiła-
uśmiechnęłam się na koniec
-Naprawdę nie ma sprawy- odwzajemnił uśmiech.- Do zobaczenia
-Pa. –wyszłam z auta i weszłam do domu. Mamy jak zawsze nie
było, bo była w pracy. Kiedyś muszę się dowiedzieć gdzie pracuje, bo nawet nie
wiem. Zamknęłam drzwi, tak na wszelki wypadek i poszłam do pokoju. Umyłam się,
przebrałam w piżamkę i weszłam do łóżka. Włączyłam jeszcze laptopa i weszłam na
fb i tt . Nic ciekawego nie było, to wyłączyłam i poszłam spać.
----------------------------------------------------------------------------------------
No to jest następny rozdział. Co o nim myślicie?
Po pierwsze przepraszam że spóźniłam się 45 min z dodaniem rozdziału, ale musiałam naładować laptopa żeby coś dodać.
Po drugie przepraszam że nie było w tym rozdziale Dawida, nie będzie go jeszcze przez następne dwa rozdziały, więc od razu mówię.
Po trzecie rozdział nie sprawdzony, więc przepraszam za błędy jeśli się pojawiły .
Następny rozdział w piątek
(chyba że pojawi się jakiś komentarz lub wzrosną wyświetlenia to będzie wcześniej)
Do następnego :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz